Hej, a Podhale?

Po niedawnej, właściwie w całości spontanicznej wycieczce w polskie Tatry przyszedł czas na drobną refleksję. Nie wiem czy tylko ja odnoszę takie wrażenie, czy faktycznie tak jest – ale nie doceniamy skarbów jakie sami posiadamy. Prowadzenie tego bloga sama zaczęłam od wspomnienia o Himalajach – a gdzie nasze piękne Tatry? Przepiękna różnorodność roślinności, gra kolorów i kształtów, czasem niemal pionowe, strzeliste skały, które gwałtownie przechodzą do łysych, rozległych połaci. Widoki ze szczytów – bezcenne. Głucha cisza przerywana przez złowrogo świszczący wiatr i przemykające gdzieniegdzie górskie żyjątka. Słońce kładące się nierówno na zielonych dywanach zboczy, spośród których wystają gołe skały. Pośród tego wszystkiego dostrzec można pojedyncze jaskinie, o niepowtarzalnych kształtach wejść. Rude płaty trawy wypalone słońcem. A to wszystko na jednym szczycie – a dookoła mnóstwo takich.

Choć miejsca takie jak Giewont czy Morskie Oko kojarzą się zbyt klasycznie by wzbudzały ciekawość (wszak taka nasza cecha, że nie lubimy robić tego co wszyscy i koniecznie musimy wyróżnić się czymś oryginalnym) – uważam je za jedne z najpiękniejszych miejsc w Tatrach! Każda ścieżka skrywa niespodziankę – oferując coraz to piękniejsze widoki. Kto będąc nad Morskim Okiem pofatygował się kawałek dalej i wszedł nad Czarny Staw – wie, jak perspektywa zaledwie 300 metrów wysokości zmienia wrażenia. Rysy…niesamowity twór. Utonęłam w widokach dosłownie jak wrzucona do jakiegoś pojemnika z bardzo wysokimi ścianami, lecz wymalowanymi we wzory przez najwybitniejszego malarza. Automatycznie narodziła się ciekawość co do tego, co znajduje się po drugiej stronie. Widok praktycznie z każdego szczytu wart jest zapamiętania. Żadne zdjęcie nie odda tego, co zobaczymy na żywo – ani tego, co wówczas czujemy. Gdybym miała określić, co czuję ja, wdrapując się na jakiś szczyt – powiedziałabym, że jest to ekscytacja, euforia, ale i zawód – że to już koniec. Duma, spokój, ale i poczucie grozy panującej dookoła. Wewnętrzne podziękowanie za to, że udało mi się dotrzeć, ale i pokora wobec potęgi i zagrożeń.

Nadchodzi czas i na zagraniczne szczyty – w planach, póki co początkowych i mglistych – coś zupełnie innego, ale także pięknego. Trzymajcie kciuki!